Rozmowa Miszcza Organisty ze świętą Cecylią- część I
Rozmowa Miszcza Organisty ze świętą Cecylią- część I
"Rozmowa Miszcza Organisty ze świętą Cecylią, czyli epopeja organistowska o tym, jak to droga przez ciernie do gwiazd prowadzi", jak sama nazwa wskazuje, inspirowana jest średniowieczną "Rozmową mistrza Polikarpa ze Śmiercią". Właściwie, to w początkowym fragmencie jest nawet jej parafrazą.
Ten mały "epos" opowiada o niełatwej drodze, jaką pewien organista-samouk został poprowadzony przez świętą Cecylię. Muzyk na wstępie opowieści modlił się o "wszech ludzi śpiew w kościele", ale nie wiedział, że bez pomocy świętej nie da rady rozśpiewać parafii. Popełniał bowiem wiele błędów, których nie był świadomy- dopiero św. Cecylia mu je wyjaśniła i pomogła zredukować. Naprawianie muzyki w kościółku zaczęło się od remontu organów, potem nastąpiła rezygnacja z nieliturgicznego repertuaru, następnie zamiana gitarowej scholki w prawdziwą scholę... i tak dalej, aż w końcu parafia zagrzmiała pięknym śpiewem, a Miszcz zamienił się w Mistrza. I to wszystko z lekkim przymrużeniem oka ;)
Każda część eposu ma dwudzielną budowę: najpierw opisane są mszalne ekscesy kiepskiego organisty i jego przełożonych, a później rozmowa muzyka ze świętą Cecylią (wyjątkiem jest część 1, w której anioł rozmawia z Miszczem). Mam zamiar stworzyć kilka części eposu- w każdej z nich poruszony zostanie jeden, konkretny problem organistyki liturgicznej. Dwie już napisałam- zachęcam do przeczytania pierwszej części:
Rozmowa Miszcza Organisty ze świętą Cecylią, czyli epopeja organistowska o tym, jak to droga przez ciernie do gwiazd prowadzi
Część I. ROZMOWA POSŁAŃCA Z NIEBIOSÓW Z MAGISTREM I PRZEZ CECYLIJĘ ŚWIĘTĄ SCHLAGA OGLĄDANIE.
Organista, tak wezwany
muzyk wielki, Miszcz wybrany,
prosił Boga o to prawie
by śpiewali ludzie w nawie.
Gdy się modlił Bogu wiele
o wszech ludzi śpiew w kościele,
uźrzał człowieka pięknego
przyrodzenia anielskiego,
obraza urodziwego,
jedwabiem przepasanego.
Szczupły, jasny, złote lice
leści się jako miednica;
jasna głowa, piękna mowa,
z wszech stron ślachetna postawa.
Miszcz, widząc obraz młodziana,
co go tu nawiedził z rana,
groźno tego się przelęknął,
padł na ziemię, eże stęknął.
Gdy leżał wznak, jako wiła,
Postać k’niemu przemówiła:
„Czemu się tak bardzo lękasz?
Czemu aż ze strachu stękasz?
Widzę, Miszczu, masz powody,
sumienia cię męczą wrzody!”
Miszcz przemówił wielmi skromnie:
„Lęknąłem się, eż nic po mnie.
Ta mi rzecz bardzo niemiła,
postać twa mnie przeraziła.”
„Co się lękasz, miły panie?
Za godzinę tu się stanie
Cud niebiański, radość z nieba,
tego tobie, Miszczu, trzeba!
Oto przyjdzie tu lelija,
sama święta Cecylija!
Mię zaś Pan Bóg posłał z nieba,
Bym oznajmił to, co trzeba.”
„Co?”- magister zadziwiony
krzyknął, aże padł zemdlony,
lecz jął anioł Miszcza budzić
i na chóry kazał wrócić.
„Zasiądź, Miszczu, do organa,
zaraz Missa się zaczyna!
A po Missie nie uciekaj,
Jeno na Cecylię czekaj!”
Pognał organista stary
za swe Schlaga kontuary,
jął przygrywać. Święty Boże!
Chyba nic mu nie pomoże!
Ani mu, ani Schlagowi,
bo fałszują razem owi.
Na dodatek części stałe
Miszczowi się pomieszały:
Święty zabrzmiał w miejscu Kyrie,
Credo zastąpiło Glorię!
A do części Agnus Dei
diabli majstru nuty wcięli!
Scholka więc to odśpiewała,
na gitarce przygrywała.
W końcu Ite Missa była.
Organiście ziębnie w żyłach
krew; i blednie mistrz zlękniony,
na kolana powalony.
Bo, gdy kościół pustoszeje,
pod powałą blask goreje
jakby obłok, gwiazdy, tęcze
i ze złotych świec obręcze.
Po obłoku panna bieży
urodziwa, jak należy:
włos ma złoty, uwieńczony,
szaty cudnie wybielone.
Dzierży lutnię w swej prawicy.
Nie masz pięknej tak dziewicy!
Rzecze tak, witając gestem:
„Miło mi, Cecylia jestem.
Przyszłam tutaj Bogu k’woli,
bo Go twa posługa boli!”
„O Cecylio- majster rzecze-
Głowę, ręce mam człowiecze!
Chwalę Pana tak, jak umiem!
Co tu źle jest? Nie rozumiem.”
„Miszczu, jeszcze wytłumaczę.
Pozwól tylko, że obaczę
parę rzeczy w tym organie,
bo jest w opłakanym stanie!”
Ku Schlagowi bieży święta
i otwiera instrumenta:
klawiatura popękana
sypie jej się na kolana.
Prospekt cały odrapany,
każdy głos porozstrajany,
w środku pełno szczurów kału
oraz rurek z PCV–u.
„Miszczu drogi, w takim stanie
jak możliwe było granie?!
Toż to Armagedon prawie!
Kiedy Schlag ten był w naprawie?
„O Cecylio- Miszcz powieda-
Tu dukatów trza nie leda.
Ksiądz rok ósmy zbiera grosze,
choć dwanaście lat go proszę,
by mi kibord tu postawił
lub cyfrowy organ sprawił.
Bo ze Schlaga niepożytek:
taki organ to przeżytek!
Po cóż takie coś naprawiać?
Lepiej wiernym piwo stawiać.”
„Głupiś, Miszczu, i niebaczny.
Pomyślunek masz opaczny!
Wolisz cyfry sztuczne brzmienie
niż piszczałek piękne pienie?
Jednak mam na ciebie radę-
tu posłużę się przykładem
twoich nocnych pieszczot z żoną.
Gdy ją widzisz, tak stworzoną
z całym ciałem, z całą duszą,
naturalną, chociaż z tuszą,
czy zamieniłbyś swą Alę
na dmuchaną, sztuczną lalę?”
„Nie, o Mądra. Pełnaś racji.
Daję słuszność twej oracji.
Wyproś tylko mi, o Słodka,
abym wygrał w Totolotka.
Wtedy, dla tej świętej sprawy,
oddam Schlaga do naprawy!”
Panna się uradowała
i tak mu odpowiedziała:
„Organisto, piękne rzeczy
mówisz, nikt ci nie zaprzeczy.
Lecz niejedna jeszcze sprawa
na kpinę mi tu zakrawa!
Na dziś dosyć, Miszczu drogi,
lecz radzę ci ćwiczyć nogi
nie w bieganiu, nie w kopaniu,
ale, miły panie, w graniu!
Jeszcze zjawię się w tym kącie.
Widzimy się po remoncie!”
„Żegnaj, Święta”- majster woła,
lecz nikogo już dokoła.
Kościół pusty, już południe,
jasne słońce świeci cudnie.
Organista do dom bieży
a po drodze, jak należy,
do kolektury wstępuje
i w Chybił- Trafił losuje.
(ciąg dalszy nastąpi)


